Kielecki Misz-Masz

Miasto Kielce zawsze kojarzyły mi się z piosenkami Liroya, jego scyzorykiem, oraz ze zlotami czarownic w pobliskich górach Świętokrzyskich. Jednak od sierpnia tego roku Kielce będą kojarzyć mi się przede wszystkim z ogólnopolskim zlotem harcerstwa polskiego.
Zlot Harcerstwa Polskiego – Kielce 2007, został zorganizowany w ramach obchodów 100 rocznicy istnienia światowego ruchu skautowego. Na zlot wybrało się 8 tysięcy harcerzy i skautów, wśród nich byłem ja wraz ze swoim patrolem, hufcem, chorągwią. Przygotowania do zlotu dotyczyły głównie jednolitego umundurowania reprezentacji Hufca Łódź-Polesie, oraz zapisania mojego patrolu na wycieczkę zlotową, większość rzeczy mieliśmy już załatwione na miejscu. Tak więc, wyjechaliśmy na zlot z wielkim zaciekawieniem co nas czeka na miejscu.

Podróż minęła szybko i bez żadnych przeszkód. Na miejsce zajechaliśmy jako jedni z pierwszych reprezentacji hufcowych w naszym gnieździe Łódzkim. Rozstawiliśmy sprawnie namioty mimo tego, że 95% z nas pierwszy raz rozstawiało namioty typu NS, nie przeszkodził nam także nawet brak śledzi i tych plastikowych okien. Resztę dnia wykorzystaliśmy do zbudowania pionierki i totemów, przedstawiających poszczególne patrole. Mój patrol zaklepał sobie naturalne wgłębienie terenu znajdujące się przed naszymi namiotami. Zbudowaliśmy w nim ogromny statek. W środku znajdowały się ławeczki i postać Wikinga. Na dziobie statku zawieszony był smok i tablica z nazwą patrolu „Althing” i symbolami czterech drużyn, ponieważ nasz patrol reprezentował cztery różne środowiska. Szybko nasz statek stał się głównym miejscem spotkań całego hufca, tu było można poczytać ukazującą się na zlocie gazetę „Skaut 007”, tu odbywały się codzienne odprawy organizacyjne, czy wieczorne pośpiewiska. W naszej Łodzi gościli między innymi wicewojewoda Łódzki Witold Gwiazda, komendantka Chorągwi Łódzkiej hm. Ewa Grabarczyk, czy komendant Hufca Łódź-Polesie hm. Mieczysław Mika. Pierwszy dzień zlotu przyniósł nam także nowych wrażeń podczas pierwszego obiadu. Mimo, że gniazdo Łódzkie znajdowało się na obrzeżu całego zlotu, dostało najlepsze miejsce stołówkowe ze wszystkich gniazd. Nasza stołówka znajdowała się w dużym zadaszonym pomieszczeniu zbudowanym w celach rekreacyjnych przez władze miasta dla mieszkańców. Miejsce to, dawało nam schronienie w czasie deszczu, a ochłodę w czasie upalnych dni. Obiady dostawaliśmy dla całego hufca w dwóch dużych kartonach, w środku znajdowały się już pojedyncze porcje w styropianowych opakowaniach. Zupa dla większości smakowała właśnie styropianem, smakowały natomiast naleśniki z serem, ale za to zaskoczyła nas ich ilość i małe rozmiary. Do każdego obiadu dostawaliśmy także mały soczek i deser. Kolacje i śniadania przyrządzaliśmy sobie sami. Każdy patrol, no może prawie każdy, dostał kartę bankową, na której znajdowała się odpowiednia suma pieniędzy. Z karty mogliśmy korzystać wyłącznie w zlotowych marketach. Najbliższy market znajdował się jakieś 100-150 metrów od naszego obozowiska. Niestety zrobiliśmy tam zakupy tylko raz, gdyż okazało się, że nie wyrabiają się organizacyjnie. Tak, więc zakupów mogliśmy dokonywać tylko w markecie głównym oddalonym już o jakieś 500 metrów. Na początku mieliśmy, także zamawiać sobie produkty i je później tylko odbierać, niestety to też nie wypaliło i w taki to sposób robiliśmy zakupy od razu na dwa posiłki. Naszym rekordem były zakupy, na które wydaliśmy trochę ponad 180 złoty.
Następnego dnia odbył się apel dla wszystkich uczestników zlotu. Oczywiście apel nie mógł odbyć się bez deszczu, lało przez calutki apel i defiladę. Brak dobrego nagłośnienia sprawił, że nie zdołaliśmy usłyszeć najważniejszych przemówień, w tym prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego. Mimo tych nie udogodnień pierwszy raz zdaliśmy sobie sprawę, jak dużo harcerzy jest na zlocie. Druga część dnia miała polegać na zwiedzaniu całego zlotu, natomiast większość patroli zajęła się suszeniem ubrań w namiotach. Ja i parę członków naszego Hufca prosto z apelu pojechaliśmy do Muzeum Historii Kielc, gdzie wzięliśmy udział w otwarciu wystawy „Harcerskie dekady”, gdzie zaprezentowaliśmy się w przedstawieniu dotyczącym historii harcerstwa polskiego po II Wojnie Światowej. Po przedstawieniu zaprzyjaźniliśmy się z polskimi harcerzami z Białorusi, wspólnie zaśpiewaliśmy jedną z pieśni harcerskich i wymieniliśmy się wrażeniami ze zlotu. Niedziela przebiegła pod hasłem „Dzień Kielecki” przed południem cały zlot udał się na polową mszę pod Katedrę Kielecką, celebrowaną przez Prymasa Polski Józefa Glempa. Dwu godzinny przemarsz na długo zostanie w naszej pamięci. Po pierwsze mogliśmy zintegrować się ze skautami z Majorki i poznać ich pląsy. Nie ma dziś zlotowicza, który by nie kojarzył przyśpiewki „Papaparipa Ohh Yeah!!!”. Jednak największe wrażenie sprawiła fala meksykańska zapoczątkowana właśnie przez skautów z Majorki. Podczas rozciągającej się kolumny na parę set metrów. Wraz z okrzykiem i podskoczeniem do góry unosiły się także plecaki, czapki i co lżejsze harcerki! Drugą atrakcją przemarszu stała się dość intensywna burza, trwająca tak mniej więcej do połowy mszy. Przemoczeni i zmarznięci harcerze i harcerki, skryli się we wnętrzu katedry. Do końca mszy pozostali tylko ci wytrwalsi i ci z lepszymi kurtkami. I tak o to pogoda znów sprawiła, że większość harcerzy wróciła podstawionymi autobusami do namiotów, zamiast udać się do centrum Kielc, gdzie odbył się Jarmark Kielecki. W raz ze mną została nieliczna reprezentacja naszego Hufca. Udaliśmy się na miejsce jarmarku, gdzie spostrzegliśmy tylko 5 regionalnych stoisk i jeden zespół ludowy. Do dziś nie wiemy czy deszcz spowodował tak małą ilość straganów, czy po prostu miasto nie stanęło na wysokości zadania. Na jarmarku udało nam się tylko pomalować gliniany dzban i podziwiać zakupioną przez Olę solniczkę w kształcie muchomorka. Później sami postanowiliśmy trochę pozwiedzać miasto, przeszliśmy się reprezentacyjną ulicą Kielc, zjedliśmy i wypiliśmy wreszcie coś ciepłego, oraz udaliśmy się do muzeum w celu obejrzenia wystawy poświęconej początkom harcerstwa na ziemiach Polskich.
Kolejne dni od poniedziałku do soboty wyglądały podobnie. Każdego dnia każde gniazdo było przydzielone do danego bloku programowego. Tak więc rano chodziliśmy na zajęcia biletowane, natomiast popołudniu każdego dnia z dwa, trzy gniazda miały soje święto, w czasie którego organizowały zajęcia dla innych. Prezentowały swoje rajdy, biwaki, czy atrakcje samego regionu. Wieczorem natomiast odbywały się koncerty, czy pokazy ognia i tańca. Czasami nawet odbywały się trzy koncerty równocześnie. Wracając do porannych zajęć, mój patrol nie miał szczęścia. Pierwszego dnia nasze zajęcia się nie odbyły, trzy następne okazały się dość przy nudnymi wykładami. Zadowoleni byliśmy z warsztatów poświęconych metodom pisania ikon, z możliwości skorzystania ze ścianki wspinaczkowej, rugby w błocie, hokeju na mydlinach, nauki salsy, czy z namiotu pełnego samych łamigłówek. Nie mogę zapomnieć także o wesołym miasteczku, w którym to przejazd białym łabędziem sprawiał nam mimo wieku ogromną frajdę. Co do świąt poszczególnych gniazd było różnie. Pierwszego dnia zniechęciło nas gniazdo Krakowskie i Warmińsko-Mazurskie, brakiem dobrej organizacji i zajęć dla wieku wędrowniczego. Stan taki przyczynił się do naszego marnego uczestnictwa w późniejszych świętach. Najbardziej w pamięci utkwiło mi święto Lubelskie, w czasie, którego odbyło się ludowe wesele, na którym nie zabrakło przyśpiewek i wody weselnej. Najbardziej udane święto, na którym byłem zostało zorganizowane przez gniazdo Opolskie, były atrakcyjne konkursy, w jednym z nich Weronika wygrała bilet do skansenu wsi opolskiej, była także wielka koszulka, na której napisaliśmy pozdrowienia od naszego hufca, było można spróbować sił w paintballu, strzelaniu z łuku i wiatrówki, poznać historię i piękno samego Opola, a wszystko to przy takcie muzyki opolskiej piosenki. Na wieczorne koncerty zawsze można było polegać. Raz byliśmy w miejskim amfiteatrze „Kadzielnia” na koncercie harcerskich zespołów taneczno-wokalnych, gdzie deszcz znów przyczynił się, że do końca koncertu została 1/10 początkowej liczby publiczności. Nam to oczywiście nie przeszkodziło, dzięki temu nasze buty zostały suche. Nasza wytrwałość została wynagrodzona wypogodzeniem się i możliwością potańczenia między sektorami w rytm czaczy, walca, tanga, czy rock&rolla. W tym miejscu chciałbym pozdrowić Asie z Miechowa. Niezapomniane stały się także koncerty „Pod Dudą”, „Perły i łotry”, „Zakaz wyprzedzania”, czy pokaz ognia przeprowadzony przez wędrowników z Krotoszyna. Dwa koncerty podczas zlotu zostały zakończone imponującymi pokazami fajerwerków.
Mój patrol wraz z osobami towarzyszącymi zwiedził także kawałek Kielecczyzny. Po długich, nerwowych i skomplikowanych negocjacjach ze zlotowym biurem podróży udało się zorganizować wyjazd do skansenu wsi kieleckiej, oraz do zamku Chęcińskiego. Dopisała nam całkiem pogoda. Dzięki naszemu przewodnikowi dowiedzieliśmy się więcej o historii regionu, czy o losach żydów Kieleckich. W skansenie zostaliśmy oprowadzeni po większości obiektów, zwiedziliśmy mnóstwo zagród wiejskich, drewniany kościółek, aptekę i sklep spożywczy z XIX w., dworek, wiatrak, kuźnię i studnię głębinową, gdzie woda była wyciągana za pomocą zaprzężonych koni. Sam zamek zdobyliśmy w ciekawy sposób, co chwila słyszeliśmy tylko „No to może tędy chodźmy”, mimo, że droga prowadziła na przemian przez krzaki i formacje skalne, śmiało szliśmy za przewodnikiem. Wycieczka ta stała się dla nas swoistą odskocznią od całego tłoku zlotowego.
Na koniec zostawiłem najlepsze, czyli dwie zabawy zlotowe. Pierwsza znana też tym, co niebyli na zlocie, czyli „Podaj dalej po skiśniesz”. Już drugiego dnia nie było osoby na zlocie, która by w niej nie uczestniczyła. Nawet zabawa ta doczekała się pierwszego gadżetu. Harcerski sklep Trzy pióra wprowadziło w obieg buton z napisem „Skisłem, śmierdzę i jest mi z tym dobrze”. Wrażenie robiły hasła z kolejki sklepu „Poproszę skisłem”, „Poproszę skisłam”, „ Podajcie mi dwa skisłem dla druha”. Zabawa ta zyskała także swoje odłamy, zamiast pierworodnego daszka nad głową udawało się dziadka lub babcię. Bohaterem drugiej zabawy stał się krokiet. Pewnego dnia na obiad dostaliśmy po dwa krokiety, dla niektórych jego zapach przypominał wizytę w ZOO, a dla innych smakował, przepraszam za wyrażenie końskim gnojem. Tak, czy siak krokiet okazał się najmniej zjadliwą rzeczą podczas całego zlotu, nawet cukierek podczas naszej patrolowej kolacji smakował lepiej. I wtedy wszystko się zaczęło. Wieczorem, gdy szliśmy na jeden z koncertów, minął nas druh, podskakując i równocześnie śpiewając „Kto nie skacze zje krokieta! Hej! Hej!” i tak w kółko, cóż nam było zrobić, jak również zacząć skakać. Jako, że poszliśmy na koncert, a na koncercie złapaliśmy dużą ochotę na szaleńcze tańce, nie mogło zabraknąć także przyśpiewki krokietowej. Tego samego wieczoru idąc na pokaz ognia, jedna z druhen proponowała wszystkim świeżutkie krokieciki prosto z kosza na śmieci, postanowiliśmy druhnie zaprezentować nowo nauczoną zabawę. Gdy odchodziliśmy usłyszeliśmy tylko jak zamyka się klapa od kosza i jak zaczyna rozbrzmiewać kilkudziesięciu osobowy chór śpiewający tak dobrze znane już dziś hasło. W taki to sposób zabawa ta zaczęła się powoli rozpowszechniać. Krokiet stał się także bohaterem artykułu z pierwszej strony wspomnianego już przeze mnie „Skauta 007”. Trafił także do sanepidu i do przemówienia komendanta naszego gniazda, kończącego zlot w Kielcach. Na koncercie kończącym obchody 100-lecia, nie było osoby, która by nie skakała zgodnie z rytmem, obojętne czy to był harcerz, instruktor, czy komendant którejś z chorągwi.
Mimo niedociągnięć organizacyjnych, nie zawsze pięknej pogody, strajkujących kierowców, czy mało ciekawych zajęć, uważam ten wyjazd za jeden z lepszych. Tak ciepłej, zwariowanej i tak zróżnicowanej atmosfery harcerskiej jaką ja przeżyłem w Kielcach, życzę każdemu z Was podczas każdego wyjazdu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s