EXPO 2015, czyli w dwa dni dookoła świata

Wraz z rozwojem cywilizacji rozwija się dość szybko transport. Niegdyś człowiek potrzebował tysięcy lat aby dotrzeć na każdy kontynent. Później podróż w 80 dni dookoła świata wydawała się nie do zrealizowania. Dziś Międzynarodowa Stacja Kosmiczna okrąża ziemię kilka razy na dzień. Czy jest w takim razie możliwa podróż dookoła świata w dwa dni? Nie używając przy tym żadnego środka transportu? Tak! Takie cuda zdarzają się na Światowej Wystawie EXPO.
W czerwcu tego roku miałem okazję spędzić kilka dni w Mediolanie, z tego dwa dni na EXPO 2015. Teren wystawy wynosi ponad milion metrów kwadratowych, na których prezentuje się 145 krajów. Można powiedzieć, że to wręcz mieszanka wybuchowo-kulturowa na tak małej powierzchni. Oczekiwania były duże, bo zawsze chciałem wziąć udział w EXPO. Nie da się też ukryć, że są to po prostu wielkie targi turystyczne. To co mnie tam ciągnęło to architektura pawilonów (większość krajów buduje swoje pawilony o naprawdę różnorodnej konstrukcji) oraz sposób prezentacji (po czterech latach nadal tkwi we mnie muzealna dusza). W tych dwóch aspektach się nie zawiodłem, miałem na co oko zawiesić, a i doznań ze zwiedzania było co niemiara. W końcu to tak jakbym zwiedził kilkadziesiąt muzeów w dwa dni.

Śledząc informacje o wystawie mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać i co chcę zobaczyć. Jak często się zdarza na miejscu rzeczywistość układa własny plan. Wzięliśmy z Katarzyną mapę terenu podzieliliśmy na dwa dni i w drogę, czyli pawilon po pawilonie od prawej strony. Ponieważ był to czerwcowy piątek i dopiero miesiąc po otwarciu Expo ludzi było niemiłosiernie dużo. Chociaż jeszcze nie byliśmy świadomi tego co czeka nas następnego dnia w sobotę. Do większości pawilonów ustawiały się kolejki, do niektórych pawilonów ludzie byli wpuszczani np. co 15 minut, z powodu prezentacji filmowej. Dodatkowo jak to we Włoszech w czerwcu jest już strasznie gorąco. Stojąc pół godziny pod pawilonem Emiratów Arabskich, który przypomina pustynne wydmy, czułem jakbym już zaczął zwiedzanie, taki rodzaj wprowadzenia. Tak sobie to przynajmniej tłumaczyłem. Kolejki jeszcze ustawiały się do dystrybutorów wody, ciekawostka, mieli osobne kraniki na wodę gazowaną, pierwszy raz się z takimi spotkałem. Czas leciał nieubłaganie, już w połowie dnia się zorientowaliśmy, że zwiedzenie wszystkiego w dwa dni jest niewykonalne. Pierwszego dnia udało się przejść całą prawą stronę, ale co z tego jak lewa jest większa. Następnego dnia pojechaliśmy od razu na otwarcie. Upał jeszcze gorszy, nogi bolały, ludzi jeszcze więcej, ale dzielnie do przodu pawilon za pawilonem. Dopiero w połowie dnia zaczęliśmy już niektóre omijać, kierując się tam gdzie nam zależało. Nawet pawilon Coca-Coli, który miał być dla mnie rajem sobie odpuściłem. Odpuściliśmy także pawilon gospodarza wystawy Włoch, gdyż kolejka kończyła się przy tabliczce czas oczekiwania dwie godziny. Zabrakło czasu na Włochy, zabrakło na Rosję i Japonię, ale udało się za to odwiedzić z 70 innych krajów. Ciężko opisać w jednym poście wszystkie pawilony. Na pewno nie można powiedzieć, że Polska ma się czego wstydzić. Konstrukcja ze skrzynek od jabłek, z sadem na dachu robi wrażenie. Wewnątrz film, który trochę nas śmieszy, bo nie zdawaliśmy sobie sprawy, że aż tak dobrze jest w naszym kraju, ale wiadomo reklama dźwignią handlu. No i ta gadająca głowa, odpowiadająca na pytania odwiedzających. Ona naprawdę działa i sprawia wiele radości zarówno wśród dzieci jak i dorosłych. Przykład. Głowa zadała pytanie jakie barwy ma Polska flaga, chłopiec odpowiedział, że czerwono-białe, głowa na to, że nie bo takie to ma np. Monako, więc pyta dalej to jakie barwy ma Polska flaga? Tym razem pada poprawna odpowiedź biało-czerwone.
Zachwyciliśmy się także pawilonem Austrii, gdzie rósł alpejski las, w Belgii, gdzie były pyszne czekoladki, a w piwnicy uprawiali rośliny oświetlane sztucznym światłem, dodatkowo żyjące w symbiozie z rybami. W Emiratach Arabskich dziewczynka walczyła o palmę. W Kazachstanie pani malowała piaskiem. A w USA była genialna fontanna, podobną mieli w Kuwejcie. W Azerbejdżanie było mnóstwo naszpikowanej technologii. Wielka Brytania zaskoczyła nas, że chwalą się produkcją miodu. W Izraelu dowiedzieliśmy się, że to oni wynaleźli pomidorki koktajlowe. W Niemczech za to wzięliśmy udział w czymś, co do tej pory nam ciężko określić. W Brazylii biegaliśmy po amazońskich siatkach. Architektonicznie wygrały Chiny. Było też drzewo życia, nie jest to na pewno obiekt na miarę wieży Eiffla, czy nawet Atomium z Brukseli, ale ładnie prezentowało się ze swoimi pokazami światła, dźwięku i wody.
Cena za bilet jak na polskie warunki spora, ale jeżeli ktoś ma możliwości i lubi tego typu spędzanie czasu, zwiedzanie, doznania, czy jak tam zwał, to gorąco polecam. Może nie jest to klasyczna podróż dookoła świata, może nie zakosztowałem gościnności i smakołyków, ale czy Fileas Fogg miał na to czas śpiesząc się do Londynu?

Ps. Zachęcam do obejrzenia relacji filmowej z naszego pobytu na EXPO: Expo2015 – Dwa dni dookoła świata.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s