Irlandzkie chodzenie na TAM 

Słowo TAM powstało w mojej drużynie harcerskiej podczas jednego z wyjazdów w góry. W najprostszym tłumaczeniu oznacza Terenowa Akcja Minimalizacja. Można też chodzić na TU, czyli Terenu Ukracanie. Oba sposoby używa się w terenie, kiedy szlak lub wytyczona ścieżka jest zbędna. Sposoby te warto znać będąc w Irlandii.

Minął już tydzień naszego wyjazdu. I trzy dni spędziliśmy wędrując po górach. W Irlandii gór ci pod dostatkiem, ale jakoś tutejszej ludności nic to nie robi, gdyż chodzić nie lubią przez co o szlakach nie myślą. Oznaczenia do parkingów są, ale niech dalej turyści radzą sobie sami. Na tablicach widnieje napis „uwaga niebezpieczny szlak. Idąc dalej musisz być przygotowany. Mieć odpowiednie buty, kurtkę przeciwdeszczową, mapę i kompas, oraz umieć z tego korzystać”. Ponieważ turystów jest sporo to w terenie występuje wydeptana ścieżka, po której łatwo podążać, chyba że jest jakieś rozwidlenie i ilość turystów maleje wtedy wyciąga się palec wskazujący przed siebie i mówi się idziemy TAM. Tak właśnie było w górach Wicklow, gdzie postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt Lugnaquilla 925 m n.p.m. Na szczyt kierowałem się pobraną z internetu mapą z zaznaczoną trasą innego turysty. Swoją drogą zawsze marzyłem o pójściu w góry bez szlaku, tak po prostu przed siebie. Do wodospadu prowadziła droga od wyrębu lasu, wzdłuż potoku raczej trudno się zgubić, problem się zaczął na przełęczy kiedy to wody rozwidlały się na tysiące ramion tworząc podmokłe grząsawiska. Ścieżka przestała istnieć. Obrałem kierunek i natrafiłem na księżycowy krajobraz. Podmokłe łąki zmieniły się w pojedyńcze kopce torfu, które następnie zmieniły się w jedno wielkie torfowisko poprzecinane licznymi wodami i wąwozami. Pierwszy raz takie widziałem. Wyznaczony kierunek zmienił się wielokrotnie, a tempo marszu zmniejszyło się o połowę. Po wielu próbach wydostania się z labiryntu udało się dojść do wydeptanej ścieżki prowadzącej na szczyt. Oprócz niespodziewanych ciekawostek geomorfologicznych w chodzeniu bez szlaku nie ułatwia niski pułap chmur. Wtedy chodzenie na TAM to prawie czysta loteria. Na szczęście udało się bez większych problemów zdobyć szczyt. Założony plan z ściągnięte mapy proponował zrobienie pętli, ale tu chyba ktoś zbyt dosłownie potraktował sposób chodzenia na TU. Wybraliśmy dłuższą ale widoczną w terenie ścieżkę do drogi, jak się okazało oddaloną jakieś tylko 4km od samochodu.

W górach Wicklow warto wybrać się także w dolinę Glendalough gdzie znajduje się centrum turystyczne i gdzie o dziwo wytyczyli w terenie kilka szlaków. Dla osób lubiących dłuższe wędrówki i jednak z szlakiem w terenie to istnieje Wicklow Way, ponoć pierwszy wytyczony szlak w Irlandii. Cały do przejścia na spokojnie w parę dni.

Od początku wyjazdu wiadomo było, że jedno z zamierzeń to zdobycie najwyższej góry Irlandii, górę Carrantuohill. Marzenie to udało się spełnić, choć nie było tak łatwo. Drogowskazy ładnie prowadzą samochód na prywatny parking za dwa euro, jest też drogowskaz gdzie zaczyna się ścieżka, ale już za płotem radź sobie sam. A no i są jeszcze tabliczki o tym, że z psami ani rusz i to pod groźbą zastrzelenia psa bez żadnego gadania. No cóż nie lubią tu psów. Za to uwielbiają owce, są wszędzie, nawet je oznaczają na czerwono, zielono lub niebiesko. Jak taka zmoknie to potem cała jest różowa. Wracając do szczytu, to ta góra i to podejście jest bardzo uczęszczane, wiec nie da się zgubić szlaku, może też dlatego, że jest prosty jak z bicza strzelił, a słynną Drabinę diabła widać z daleka (ostre podejście żlebem na przełęcz). Prawda stara jak świat mówi też o tym, żeby wychodzić w góry o świcie, a po południu wracać z gór. No my na szlak wyszliśmy w południe. Z dołu jeszcze było widać szczyt z krzyżem, w połowie drogi już nie. Z przełęczy już szliśmy w chmurach, wiało, mocno wiało i chyba często wieje, bo na szczycie wędrowcy zbudowali specjalny kamienny schron. Potem zaczęło padać, krople raczej nie spadały, one wędrowały w poziomie razem z wiatrem. Zdjęcia tylko ukradkiem robione. Po cudownym zejściu w butach chlupała woda i wszystko było do suszenia. Ale co zdobyte to nasze. Byli odważni, którzy w tym wietrze i chmurach szli na inne szczyty, ale to już z mapą i kompasem i umiejętnością korzystania z nich.

Możliwe, że jeszcze jakiś szczyt zdobędziemy, czas pokaże.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s