Irlandzkie chodzenie na TAM 

Słowo TAM powstało w mojej drużynie harcerskiej podczas jednego z wyjazdów w góry. W najprostszym tłumaczeniu oznacza Terenowa Akcja Minimalizacja. Można też chodzić na TU, czyli Terenu Ukracanie. Oba sposoby używa się w terenie, kiedy szlak lub wytyczona ścieżka jest zbędna. Sposoby te warto znać będąc w Irlandii.

Czytaj dalej

Reklamy

Rzut oka na Podlasie

W podejmowaniu decyzji pomagają różne zapalne punkty, takimi iskrami w podróży na Podlasie była wizyta w Warszawie. Jeżeli już mieliśmy zaplanowany pobyt w stolicy z piątku na sobotę, to czemu by nie jechać już dalej na wschód na weekend. Podlasie zawsze mi się marzyło, chcieliśmy nawet w weekend majowy na dłużej z rowerami, ale remont torów nam to nie umożliwił. Wielka chęć pojechania do Białegostoku i okolic była już na tyle silna, że padła decyzja na dwudniowy trip po ojczyźnie żubra. Czytaj dalej

Gotlandia – największa wyspa na Bałtyku cz.3

Już z domu, po tygodniowym odpoczynku, przyszedł czas na podsumowanie. Ani Polska, ani Amerykańska, Gotlandia jest po prostu Gotlandzka. Nadmorskie krajobrazy, małe wioski rybackie, raukary, stada owiec, romańskie kościoły, jedno miasto, piękne domy, bacówki ze strzechą, nieczynne wiatraki, stare auta, jedno miasto, kilkaset kleszczy, to tylko kilka różnorodnych rzeczy, które tworzą tutejszy klimat, swój, niepowtarzalny. Czytaj dalej

Przez zielone Mazury

Na przekór ogólnej wizji Mazur, jako miejsca dla ludzi wody, postanowiliśmy z Katarzyną zaprzyjaźnić się z nimi od strony rowerowej. Nie znając tych lądowych terenów i naszych wspólnych możliwości zaplanowanie trasy wymagało ode mnie trochę posiedzenia nad mapą i internetem. Wracając do poprzedniego postu, przypomnę, że dojazd pociągiem na Mazury z Łodzi, też nie jest najłatwiejszy. Na szczęście udało się to poukładać w całość i naszą kilkudniową przygodę rozpoczęliśmy w Sątopach-Samulewie. Czytaj dalej

W pogoni za zającem

Jak co roku w okresie wiosennym z wolnymi weekendami nie jest lekko, a to święta, a to biwaki albo coroczne imprezy. Pech chciał, że jeden wyjazd został odwołany. Na szczęście nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Inne okoliczności przyrody pozwoliły mi zaplanować weekend w Grabnie. Wielce mnie to ucieszyło, gdyż z roku na rok coraz rzadziej tam jeżdżę. Już wielokrotnie jeździłem na działkę rowerem, ale zawsze z Łodzi. Tym razem postanowiłem złamać schemat, a możliwość darmowego przewozu roweru w Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej ułatwiło mi to. Kierunek padł na Sieradz. Czytaj dalej