W pogoni za zającem

Jak co roku w okresie wiosennym z wolnymi weekendami nie jest lekko, a to święta, a to biwaki albo coroczne imprezy. Pech chciał, że jeden wyjazd został odwołany. Na szczęście nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Inne okoliczności przyrody pozwoliły mi zaplanować weekend w Grabnie. Wielce mnie to ucieszyło, gdyż z roku na rok coraz rzadziej tam jeżdżę. Już wielokrotnie jeździłem na działkę rowerem, ale zawsze z Łodzi. Tym razem postanowiłem złamać schemat, a możliwość darmowego przewozu roweru w Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej ułatwiło mi to. Kierunek padł na Sieradz. Czytaj dalej

Reklamy

Sobota w Sobocie

Jak niektórzyLowicz_glowno (11) wiedzą lubię zimę i wcale nie powstrzymała mnie ona od aktywności zwłaszcza tych rowerowych. Zima się skończyła i nie trzeba nikogo teraz przekonywać, że wiosnę widać jak na dłoni. Zwłaszcza Katarzynę, która niedawno zakupiła rower i z pierwszymi wiosennymi promykami słońca postanowiła go wypróbować w terenie. 21 marca, pierwszy dzień wiosny, pełne słońce, więc nie trzeba mnie długo namawiać na wycieczkę rowerową. Trasy i rozkład jazdy ŁKA sprawdzone i kierunek po wielu próbach wybrany. Jedziemy do Łowicza i przez Sobotę i Walewice do Głowna ciekawym czerwonym szlakiem rowerowym o prostej i wpadającej w ucho nazwie „Szable i Bagnety” (w naszej wersji „Bagnety i miecze”, „Sierpy i Młoty”, czy „Szable i jakaś tam broń”. Czytaj dalej

Stopem przez Polskę

Polska to duży kraj, ale podróż jaką odbyłem nie jest jakaś wielka, za to 11 podwózek jednego dnia na odcinku 60 km to już jest wielka przygoda!
Umówiony byłem z koleżanką Anią o 6:00 pod McDonaldem na Retkini, wsiedliśmy w tramwaj 12 i pojechaliśmy na dworzec Łódź-Fabryczna. Tam okazało się, że niema miejsc już w PKS-ie. No to szybko do informacji PKP i wiadomość taka, że w Łowiczu bylibyśmy dopiero o 12:00, a chcieliśmy zdążyć na mszę i procesję na 10:30. Po dłuższej rozmowie z panią z okienka postanowiliśmy dogonić pociąg jadący z dworca Łódź-Kaliska na dworcu Łódź-Widzew. Wsiedliśmy w tramwaj 9 i pojechaliśmy na Widzew. Niestety pociągu nie było. Jedyną naszą deską ratunku okazał się pociąg pośpieszny (chyba tylko z nazwy) do Skierniewic. Czekając na niego z jakieś 40 minut stwierdziłem, że to będzie długi dzień. No w Skierniewicach wysiedliśmy jakoś parę minut po 9. Teraz było trzeba tylko dostać się do Łowicza. Wcześniej uznaliśmy, że stopem będzie najszybciej. I tak naprawdę tu zaczął się dzień.

Czytaj dalej

Na pontoniku po Widawce

W ten weekend na działkę przyjechali znajomi i grupa harcerzy z moją siostrą, więc żeby im nie przeszkadzać musieliśmy ulotnić się z działki. Z wielu propozycji padło na spływ pontonowy po rzece Widawce. Ponieważ znalazł się dla mnie jednoosobowy ponton (tak na marginesie rodzice kupili mi go jakieś 20 lat temu) i nadarzyła się okazja popłynięcia samemu, postanowiłem też popłynąć.
Szwagier zawiózł nas do wsi Ruda, gdzie rozpoczęliśmy spływ. Na trzy pontony, wróć, mnie i mojego pontoniku liczyć nie będę, przypadło 6 osób, grill, węgiel, lodówka z żarciem (10kg), 5 litrowy baniak z kompotem rabarbarowym, no i torba z zapasowymi ciuchami i ręcznikami. Czytaj dalej